sobota, 27 lutego 2016

"Zabij lub zgiń..." - Jun Jinx

☆Jun Jinx☆Zatrzymał się gdzieś na 390, ale ma z 1200... 17 lat☆Mężczyzna☆Szlachetny demon☆
☆Ród Jinx najbardziej znany z zamiłowania do mordowania aniołów lub kogokolwiek...☆
☆Syn głowy rodu i wielka wpadka
☆Jest w trakcie poszukiwania narzeczonej, żeby wreszcie wszyscy dali mu spokój
☆Jako demon ma ciemno szare włosy, podkręcone rogi (brązowy i czarny) oraz czerwone oczy tylko jedno ciut inne od drugiego...☆
☆Jako człowiek ma czarne włosy i niebieskie oczy.☆


Możesz na niego patrzeć z góry. Zastanawiać się co teraz czuje. Ale on i tak nie znajdzie w tobie nikogo więcej niż kolejne imię do zapamiętania...
Tracący wiarę w życie chłopak chowa się pod słodkim uśmiechem. Swoim trudnym charakterem odstrasza inne osoby.
Można go znaleźć błąkającego się po korytarzach oraz w sali muzycznej grającego na skrzypcach.
Innych rzeczy dowiesz się, gdy go poznasz… On chętnie ci odpowie.



|- Czy ty nic nie rozumiesz?
Przecież nie da się żyć bez miłości...
- Chcesz się założyć?|
Deszcz mocno obijał się o szyby. To była brzydka Halloweenowa noc. Wszystkie dzieci już dawno skończyły zbierać cukierki i zasnęły. W domu rodziny Jinx słychać było głośne, kobiece krzyki. Ojciec chodził znerwicowany po korytarzu. Blask księżyca lekko wpadał przez okno i zatrzymywał się na białowłosym 13 latku. Chłopiec siedział pod drzwiami, gdy te się otworzyły. Uśmiechnięty lekarz zaprosił obu do pomieszczenia. Białowłosy podbiegł do matki i płaczącego dziecka.
- Czy to jest... To mój braciszek? - uśmiechnął się szeroko.
-Tak... Poznaj Juna.

|Bezwartościowy syn numer dwa nie mógł dostać wspaniałego i wyniosłego imienia...
Już od dziecka chcieli mnie przyzwyczaić, że jestem „ten drugi” zaraz po Ginie.
W końcu byłem największym koszmarem rodziny.
Ojciec chciał się mnie pozbyć... Na szczęście (a może niestety?) tego nie zrobił...|

- To jest mój braciszek Jun! - już 18 letni Gin wskazał na chłopca bawiącego się z inkubami. Mała istotka przytulała misia, wsłuchując się w to, co mówiły do niego inne demony.
- Jun? Jun Jinx? - starsza kobieta popatrzyła groźnie na dziecko. Nie podobało się jej, że taki „wybryk natury” spokojnie obraca się wśród wyższych rodów. Ale czego ona oczekiwała?
To tylko małe dziecko, na którego widok większość kobiet wpadała w zachwyt. Jun lubił być w centrum uwagi. Brak miłości rodziców sprawiała, że pragnął jej od innych osób. - Gin... On nie jest i nie będzie jak my... Teraz wywołuje na zachwyt, bo jest mały. Wiesz co, będzie później? Bo on jest... No... Nie jest jak ty. Twojemu ojcu się zachciało „zabawić” i ma tego efekt...
- Zamknij się... Nie będziesz mi rozkazywać! - warknął stanowczo. - Nie masz nic do gadania. Ty i twój ród możecie mi najwyżej buty lizać. Znasz mnie... Jak ja go ustawię to, będzie szanowany. Trzeba tylko przekonać innych, że jest tego warty...

|Tylko on mnie kochał...
Matka odeszła, a raczej ojciec wyrzucił ją z domu.
Czasem mu współczuję, że musiał się mną zajmować.
Nawet jak miał narzeczoną to się mną zajmował.|

Słońce właśnie wstało. Kagome błądziła dłonią po łóżku w poszukiwaniu swojego chłopaka.
- Gin... Cholero jedna... Gdzie on znowu polazł… - podniosła się i rozejrzała po pokoju. - Kochanie? – ziewnęła, przecierając oczy. - Jun?
- Niespodzianka! - Gin gwałtownie wyskoczył spod łóżka.
- IDIOTA! - podskoczyła przerażona. - Głupek! Nienawidzę cię!
- Oj tam, oj tam… I tak wiem, że mnie kochasz.
- Już cię nie kocham... Od teraz przychodzę tu tylko dla Juna! – zakryła się kołdrą.
- Jeszcze wczoraj wieczorem tak mnie kochałaś… Aż przez chwilę się bałem, że ktoś cię usłyszy! „O matko! Gin! Kocham cię! Tak! Tak! Tak! Mocniej!” – próbował naśladować jej wysoki głos.
- Pff... – uderzyła go w ramię. – Ciesz się, że nikt nas nie słyszał… Zwłaszcza Jun…
- On już nie jest dzieckiem... Znając go i tak wszystko wie...
- Dla mnie jest dzieckiem...
- Słuchaj... Zapomniałem cię wczoraj zapytać… Zostaniesz z nim jutro? I pojutrze? I przez następny tydzień?
- Zapomniałeś? On nie lubi, gdy załatwiasz „sprawy rodzinne”...
- Wiem... Ale do niego wrócę!
- Obiecujesz mi? Masz się nie narażać.
- Jestem najlepszy w tym fachu! Żaden głupi byle anioł mnie nie zabije!
- Idioci... Ja was słyszę i słyszałem... - westchnął Jun w swoim pokoju.

|Gin i Kagome... Tacy pocieszni idioci. <3 Tylko szkoda, że robił z niej moją opiekunkę... ile ja wtedy miałem? 12 lat? 13? To jak się o mnie martwił, było na swój sposób urocze. Ale to jak uciekał, gdy spałem nie było fajne! Bał się ,że przeze mnie zrezygnuje. Ja go chciałem chronić… Czy to cos złego? On zawsze lekceważył "wroga", a anioły wcale takie słabe nie są. Szkoda ,że się o tym przekonał na własnej skórze...|

|W zwyczaju miałem dokładne wyliczanie czasu, które spędza na misjach… Miał później wyrzuty ,że mnie tyle zostawiał samego!|

- P-paniczu Jun? Czy coś się stało? - wymamrotała pokojówka. Nie chciała wyrywać chłopaka z transu. Wpatrywał się złowieszczo w tarczę zegarową.
- Nie - siedział spięty. - Nie ma go 48 godzin 12 minut i 6 sekund...
- Na pewno wróci... Niech pan się tak nie męczy - stanowczo wyraziła swoją opinię na temat paranoi panicza i odeszła do kąta, wpatrując się w niego. Musiała go mieć na oku, gdy Kagome załatwiała swoje sprawy. Ten uroczy chłopiec w jednej chwili mógł zacząć wariować i samookaleczać.
- A co jak nie wrócisz? - gdy tylko to powiedział szybciej, zabiło jej serce. Nie wiedziała, czy się bać, czy go zostawić. Zazwyczaj w takich sytuacjach uspokajał go ktoś bliższy niż zwykła służba. - Nie będzie mnie już nikt kochał? Nie będę miał po co żyć? - nagle chwycił się za serce, a po jego policzkach spływały łzy. - Zabić się! Chce się zabić! Gdybym umarł, nie byłoby tego bałaganu!
- Co pan mówi?! - wystraszyła się.
- Nie interesuj się!- w jego oczach błysnęło jakieś dziwne, światło. - Nie mówię przecież do ciebie! Zamknij się! Ty tu tylko pracujesz dla mojego ojca! Nie masz prawa mi zwracać uwagi! Kto ci tu w ogóle pozwolił być?! Chce być tylko z nim!
- A-Ale... to do kogo pan mówi? Jaki on? - zasłoniła twarz dłońmi. Bała się, że w akcie złości znowu w nią czymś rzuci i zrobi krzywdę.
- No ON! Nie wiesz kto to i się nie dowiesz! Tylko on naprawdę wie... A ty... - pokazał na drzwi. - Masz stąd wyjść! Zostaw NAS!

|Moje złowieszcze sny się spełniły… Dokładnie kilka godzin później po doprowadzeniu pokojówki do płaczu.|

Do pokoju wbiegł kuzyn Juna. Wysoki mężczyzna niósł coś w zakrwawionym ręczniku.
- P-panie Jun! - zawołała sprzątaczka, wyrywając go z transu.
- Co się stało? - odpowiedział jej chłodno. - Co się stało kuzynie?
- T-twój brat... on... on... - nie zdążył dokończyć.

- .. Mój brat umarł - wszyscy w pokoju zamilkli. Kagome stojąca w drzwiach zaczęła płakać.
- A-ale skąd ty to wiesz? Przecież...
- Zgadywałem... - odebrał mu zakrwawiony ręcznik i odszedł do pokoju. - To będzie moje...

|W materiale było anielskie skrzydło i odcięty róg Gina. Obie rzeczy mam do dziś.
Pamiętam... Pamiętam te nieprzespane noce, głosy, płacz i próby zabicia się.
Tylko Kagome się tym interesowała (pokojówki się nie liczą...). Pocieszała mnie, ale to na nic.
Moje serce rozpadło się na milion kawałeczków tak małych, że nie dało się ich skleić.
Kilkanaście lat tak przeżyłem. Zacząłem się bać i unikać innych osób. Zrobiłem się zimny, chudy i słaby.
Wyrzekłem się uczuć do innych ludzi...|

Kagome lekko zapukała do drzwi pokoju.
- Jun... Proszę... Otwórz... Miałeś się nie zamykać. Wiesz, że się o ciebie boję! - jej słodki głos drżał, a po policzkach spływały łzy.
- Nie potrzebuję twojej pomocy...
- Jesteś chory... Potrzebujesz opieki medycznej... Potrzebujesz...
- Nie potrzebuję! NIE! NIE NIE! - wtedy pierwszy raz krzyknął na Kagome. Słysząc jak, oddala się z płaczem sam, zaczął to robić. Spoglądał na anielskie skrzydło przybite gwoździem do ściany. - Gdybyś tu był... Gdybyś nie odszedł... - zacisnął pięści na kolanach, wbijając w nie pazury.

|Tysiące godzin (tak w praktyce to niecały rok) strachu, bólu, cierpienia i prób śmierci... Wszystko kończyło się ratowaniem mnie jakimś cudem. Wszyscy mówili, że mam mnóstwo szczęścia! Jednak ja tak nie uważałem... Po co żyć? Po co? Nikt mnie na tym świecie już nie kochał... Nikogo nie obchodziłem... Chciałem tylko odejść...
Ale ta historia nie miała złego zakończenia. W tym całym zamieszaniu odłączyłem się od świata.|

Pierwszy raz odkąd umarł Gin nikt, nie zwrócił uwagi na Juna. Nie pytał o jego samopoczucie, czy dobrze było w szpitalu lub, czy ma zamiar znowu popełnić jakieś głupstwo. Wcześniej ktoś go kontrolował cały czas, a teraz? Nic. Chłopak szedł spokojnie, kierując się w stronę pokoju.  Tylko z kuchni było słychać kobiece głosy. Sypialnia wyglądała jak zawsze. Wszędzie był bałagan. Uwagę przykuwała jednak jedna zmiana. W rogu pokoju nie stało już duże pudło, tylko piękne dziecięce łóżeczko. Trochę przerażony podszedł do niego. „Może to tylko żart?” myślał. Jednak nie był to żart. W środku znajdował się malutki chłopiec. Miał śnieżnobiałe włosy i parę małych czarnych rożek. Na ten widok Juna rozbolało serce. To było coś na kształt igieł wbijających się prosto w nie. Szybko i bez wahania wyjął dzieciaka z łóżeczka. Ręce mu drżały, a na ustach pojawił się lekki uśmiech.
- Myślałam, że będziesz się cieszył... Mały dotrzyma ci towarzystwa w tych trudnych chwilach – Jun odwrócił nerwowo głowę. Ulżyło mu, gdy zobaczył Kagome, a nie kolejną partnerkę ojca.
- Może tu zostać. Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej? – spojrzał na nią sarnim wzrokiem.
- Chciałam ci o tym powiedzieć… Byłeś taki zdenerwowany… ja... – wzięła głęboki wdech.
- Kagome... Obiecuj mi… Obiecuj, że jak kiedyś zapyta kim, był jego ojciec... – zrobił krótką przerwę jakby znowu, miał zamknąć się w sobie. – T-to powiesz mu, że był wspaniałym demonem… Kochającym i zabawnym… Nie mów, jakim był mordercą i sadystą…
- Obiecuje ci…

|Szybko zaczęła mnie dopadać samotność. Teraz nie zwracałem niczyjej uwagi… Czyż to nie smutne? Wymienili mnie na lepszy model?
Kiedyś skontaktowałem się ze starymi przyjaciółmi Gina. Rodzina Blackberry była mi dobrze znana. W końcu nie raz ich widziałem jako dzieciak. Wszyscy mnie tam znali praktycznie od urodzenia (Gin musiał się mną chwalić…).
Co prawda byli zdziwieni, że przyszedłem sam. Moja rodzina trzymała zgony w sekrecie… Zwłaszcza te tajemnicze lub szczególnie brutalne. Zatem musiałem im opowiedzieć jak, zginął Gin i co się stało… A potem zostałem.
Przychodziłem tam praktycznie codziennie głównie z powodu jednej bardzo miłej osoby…
Do dziś nie ogarniam czemu tak strasznie, polubiłem Arona. Może przez to, jak strasznie mi przypomina brata? Albo przez to, jak się mną zaopiekował?
W domu nikt się mną nie interesował, a on? Mogłem z nim spędzać całe godziny choćby, siedząc i nic nie robiąc! Był wręcz idealnym przyjacielem! Mądrym, silnym, kochanym… Mogłem się poczuć jak za czasów dzieciństwa!
Może jedynym minusem jak mnie kontroluje… Ale to się da wytrzymać, a wzbudzanie w nim zazdrości jest zabawne.
Mojej rodzinie (zwłaszcza Kagome) ta przyjaźń się nie podobała. Ale kto by ich tam słuchał? Teraz spotkania z najlepszym przyjacielem nie dość, że dawało mi mnóstwo zabawy dodatkowo było formą wkurzenia ojca.|

Uśmiechnij się!

|Przez jakiś czas pomagałem przy dziecku, spotykałem się z Aronem (wiem jak źle to brzmi...) i zapomniałem o samobójstwie.
Ale pewnego pięknego dnia zapisano mnie do szkoły...
 I tak trafiłem tutaj... Akademia Ponad Ziemią? To nie brzmi zachęcająco...|

Dodatkowe informacje :
~W szkole zawsze chodzi z opaską na oku.
~Boi się kontaktów innymi osobami.
~Nawet nie próbuj wspominać mu o bracie albo pytać, czy ma rodzeństwo...
~Uważa Arona za swojego brata/mentora/mistrza i kij wie co jeszcze...
~Ma na nadgarstku mały tatuaż w kształcie róży.
~Niewiele pamięta z życia.
~Owija sobie ręce od nadgarstków do łokci bandażem, żeby zakryć nowe stare rany.

~*~
Witam!
Nawet nie chce wiedzieć ile mam tu błędów...
Ale wyszło dobrze! Niby wszystko wiecie, ale nic nie wiecie.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Nie wierz swoim oczom!

Leżałem na środku chodnika... Tak, nie pomyliłeś się - chodnika. Słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały... Zaraz rzuciłem kamieniem w drzewo. Wreszcie nastała cisza!
- O wiele lepiej... - mruknąłem przeciągając się.
Moje szczęście nie trwało jednak długo gdyż ktoś sobie po mnie przeszedł... Tak po prostu. Skrzywiłem się, a oczy wyszły mi na wierzch. Automatycznie się uniosłem i złapałem winowajcę za nogę, przez co sam się wywalił na twarz.
- Patrz gdzie leziesz baranie! - warknąłem, a moje oczy błysnęły niebezpiecznie dając do zrozumienia, że nie mam humoru.
Winowajca uniósł się do siadu i odwrócił w moją stronę. Ho ho... Okazało się, że była to dziewczyna. Wyglądała tak niewinnie i uroczo! No na moje nieszczęście rozwaliła sobie głowę.
- Przepraszam! - stałem już na równych nogach wyciągając pomocną dłoń do dziewki. - Jestem David, gdybym wiedział, że przeszła po mnie dziewczyna to bym na pewno tego nie zrobił! Zaraz się tobą zajmę i zabiorę do pielęgniarki - gadka szmatka, aby zmydlić jej oczy.
Ona jednak nagle zmieniła wyraz twarzy i uśmiechnęła się z kpiną pod nosem, złapała moją dłoń i pociągnęła w dół z taką siłą, że z impetem przywaliłem głową w chodnik. Dzwoniło mi w uszach.
- Lepiej uważaj gdzie leżysz pacanie! - podniosła się i stanęła nade mną krzyżując ręce.
Chciałem coś powiedzieć, ale zaraz kopnęła mnie w plecy, zabrało mi dech w piersi... Nie miała zamiaru na tym przestać, za chwilę poczułem jak łapie mnie za gardło i unosi w górę.
- Nazywam się Me... - znowu zmieniła wyraz twarzy - Mavis jeszcze raz podleziesz mi pod nogi a połamię ci wszystkie kończyny. - po tych słowach mnie puściła i ruszyła w swoim kierunku. 
 Nie mogłem się ruszyć, byłem jak sparaliżowany... Dziewczyna mnie tak załatwiła? 
Gdzieś z boku grupka demonów nie mogła wyrobić ze śmiechu...
- Mavis... Ciekawe, jeszcze się odegram dziewczynko - zaciekawiła mnie ta osóbka... 
Po pierwsze zrobiła ze mnie pośmiewisko a po drugie.... NIE ULEGŁA MEMU UROKOWI! CO TO MA ZNACZYĆ!? 

Takie króciutkie, ale jest! :D 

sobota, 13 lutego 2016

Za­durz się we mnie, niechaj stanę się Twoim nałogiem pełnym pożądania.

Jakob Bl
Jake Blackberry
||Mężczyzna... z tego, co ostatnio sprawdzał||18lat||14 września||
||Czystokrwisty Inkub||Piekło, dwór rodu Blackberry||
          Dawno, dawno temu... Zaraz. To nie ta historia! Chociaż ta też zaczyna się  d a w n o  i w dość niesprecyzowanym czasie. Dwa tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego, który jeszcze wtedy nie istniał gwoli ścisłości, na świat przyszedł Jakob William Blackberry, trzeci syn Rachel i Victora, znany obecnie jako Jake. Po prostu Jake. Ciałem nie zestarzał się dalej niż osiemnastolatek, ponieważ jako zdecydowanie niebierny Inkub pije spore ilości krwi, szczególnie tej dziewic, choć o nią trudno. Przed przeniesieniem się do Akademii rok temu pomieszkiwał u rodziców w dworze lub w Las Vegas na Ziemi.

||Farbowany blondyn||Systematycznie pokrywa ciało czarnym tuszem||
||Przystojny, w końcu to Inkub, takie ma geny||1.97m||

         Ludzka postać Jake'a prezentuje się niezwykle okazałe, co u Inkubów nie jest z resztą dziwne, jako Demony Pożądaniu muszą wyglądać  d o b r z e. Ma lekko opaloną skórę, którą pokrywa coraz to większą ilością czarnych rysunków z tuszu. Wprost uwielbia się tatuować. Włosy naturalnie smolistego, czarnego koloru od prawie wieku rozjaśnia aż do blondu. Jedno jego oko jest niebieskawe, prawie szare, drugie natomiast ciemniejsze o kilka odcieni, nazywa się to heterochronią, czyli różnobarwnością tęczówek. Nie można go nazwać najwyższym chłopakiem w szkole, ale sto dziewięćdziesiąt siedem centymetrów wzrostu wydaje mu się naprawdę w porządku.

||Ognistoczerwone włosy, bynajmniej nie za sprawą fryzjera||Fajczące żarzące się skrzydła|| ||Zdolność do samozapłonu||Złoto-rubinowe tęczówki||

         Podczas przemiany w demona jego włosy przyjmują wręcz ognistoczerwony kolor i są bardziej rozczochrane. Nadal ma heterochronię, ale ty razem bardziej widoczną, jedna tęczówka jest złotawej barwy, druga natomiast przyjmuje rubinowy odcień. Z pleców wyrastają mu dwa pokaźne skrzydła w barwie sadzy z kilkoma dłuższymi, brunatnymi piórami na końcach. Żarzą się one delikatnie przez jego dość ciekawą zdolność do samozapłonu, prawdopodobnie po dziadku od strony matki.

||Nałóg to jego drugie imię, wcale nie jest to William||Diler, kupisz u niego wszystko||
||Miał kilka zatargów z mafią, generalnie ilość mafii się ostatnio zmniejszyła||

          Nikt nie sprecyzował dokładnie, kiedy zaczął pić, palić i ćpać, ale można podejrzewać, że było to nieco wcześniej, niż gdy w pierwsze nałogi popadli ludzie. No bo wiecie, ktoś im te dragi sprzedać musiał, a kto jak nie Jake? Obecnie para się dilerką wyłącznie na terenie Akademii, ale wszyscy, włącznie z Gronem Nauczycielskim, wiedzą, że potrafi załatwić w s z y s t k o. Naprawdę wszystko. Kilka lat temu prowadził transakcje z mafiami, ale te zazwyczaj nie były zbytnio zadowolone i kończyło się to na masowym mordzie. Gorzej, że nie było to zabójstwo Jake, jak by chcieli, a zabijanie ich przez niego.

||Ma Miał przyjaciela, który ciągle ratuje mu dupe||Własny fanklub można zaliczyć do przyjaciół?||
||Ostatnio Nataniel gdzieś znikł, więc często po tej dupie obrywa||

          Owszem. Miał. Nataniela i jego rodzeństwo gdzieś wcięło. Jest to poniekąd dla niego temat tabu i nie lubi o tym rozmawiać, bo co jak co, ale ten Inkub był dla niego jak brat. Brat, który kilka razy próbował cię zabić, bo podkochujesz się dość otwarcie w jego siostrę, ale generalnie często ratuje ci dupę przed nauczycielami, niezadowolonymi klientami lub fanklubem. I tak. Ma fanklub jak z resztą większość Inkubów. Doprawdy, co te dziewczyny (i płeć męska również) robią z czasem...

||To kobieciarz, ale w miłości jest wierny tylko jednej. Problem w tym, że jest zajęta||
||Stara się nie mordować nikogo z akademii, stara się||

          W naturze ma miłość do podrywania wszystkich. I tak, jest bi. Proszę bez zdziwionych min, to naprawdę normalne u Inkubów, bo no cóż... Liczy się krew i dobra zabawa, prawda? Oczywiście jako członek dość wpływowej rodziny ma też narzeczoną, ale w relacjach Inkub-Sukkub nie jest dziwnym zdradzanie się na prawo i lewo. Oczywiście musiało się tak pechowo zdarzyć, że jego przyszłą żoną jest siostra Nataniela i zarazem obiekt westchnień Jake'a. Można by to uznać za dość szczęśliwe, gdyby pominąć jeden fakt. Dziewczyna kocha innego, a on jest dla niej jak brat. I nie żeby nie próbował... Naliczył już kilka tysięcy nieudanych prób flirtu z nią, ale to jest naprawę uparta osóbka! Wracając do jego częstych relacji z innymi demonami, aniołami czy ludźmi, stara się on nie mordować nikogo z akademii, bo jednak inne Inkuby i tak dość porządnie uszczuplają ilość uczniów. Chociaż trzeba podkreślić to stara się...

||Lubi gady||Ma żółwia o imieniu Henryk, który jest przemiły... i uwielbia gryźć||
||Żywi się głównie palcami ludzi, próbujących go pogłaskać sałatą||

          Och, pytacie o Henia? To naprawdę urocze stworzonko, które uznaje głaskanie go tylko przez Jake'a. Zazwyczaj. Gdy nie ma humoru, nie podgryza tylko palców przypadkowych nieszczęśliwców, a również swojego właściciela. Niestety trudno określi czy kiedykolwiek był w dobrym humorze, według obliczeń nie. Lubi też sałatę i pomidory. Chociaż głównie palce. I gdyby ktoś się jeszcze nie zorientował to żółw. Zielony żółw, który uwielbia bardzo mocno gryźć.


Nadal chcesz go poznać?

The selected or the convicted? - Agony Key

~
~




Agony Lilith Key/Rosalie Lawliet
18 lat/113 lat
28.08/pewnie kilka dni wcześniej
Dawno, dawno temu, gdzieś we Francji żyła sobie pewna dziewczynka. Tylko, czy słowo "żyła" powinno się tu pojawić? Co to za życie, która trwa zaledwie kilka lat? Kilka lat przepełnionych bólem, głodem, zimnem, nienawiścią, śmiercią to nie życie, a jednak ona potrafiła się nim cieszyć. Była radosna, ciągle się śmiała i zawsze widziała dobre strony, nawet w najgorszej sytuacji. Jej niepoprawny optymizm często był krytykowany przez starsze rodzeństwo, które podobnie jak ona nie nacieszyło się długim, szczęśliwym życiem. Jedna siostra powiesiła się w wieku osiemnastu lat. Brat, który od lat był kaleką, podciął sobie żyły mając niewiele ponad dwadzieścia lat. Drugą siostrę udusił mąż, gdy miała może dwadzieścia siedem, może dwadzieścia osiem lat. Bliźniak zginął niewinnie, z winy innych, ważniejszych od niego ludzi, kiedy był jeszcze dzieckiem. Najmłodszy brat zachorował i umarł cicho całkiem sam.
A ona?
Zamarzła pewnej, zimowej nocy równo sto lat temu.


Wybrany Demon/nie z własnego wyboru
Morderca z Rodu Key/ też nie ze swojego wyboru
Teoretycznie zastępca Głowy Rodu/też nie z własnego wyboru
Za życia Rose niczym nie zawiniła. Spokojnie mogłaby trafić do Nieba, by tam, kto wie, zostać wybranym aniołem. Niestety pech chciał, że w jej życie po śmierci wtrącił się Inanis Key, ówczesna Głowa Rodu Key. Siłą zaciągnął jej niewinną duszę do Piekła, gdzie pozostała na wyjątkowo krótki
czas. Została demonem, ale z faktu adopcji przez wcześniej wymieniany ród, automatycznie została wygnana na ziemię. Key mieli wiele na sumieniu, między innymi bunt przeciw Lucyferowi, za który przodkowie obecnie żyjących demonów, zostali wygnani na Syberię możemy więc być pewni, że Rosja to kraj szatana. Zamieszkała razem z nimi, ale nigdy nie czuła się demonem. Była słaba, naiwna i nie potrafiła nikogo skrzywdzić. Jak więc miała odnaleźć się wśród najbardziej wykwalifikowanych morderców z Otchłani? Cóż, nie było łatwo, ale z czasem jakoś się jej to udało. Zżyła się z niektórymi, drugich do dziś nienawidząc. Mimo to długo nie potrafiła w pełni siebie zaakceptować.
I prawdopodobnie tego nie zrobi.


Nigdy nikogo nie pokocha/już nie pokocha
W sumie to nie lubi miłości/bo ona nie lubi jej
A walentynki to zło/tu się zgodzę
Do Akademii po raz pierwszy przybyła ponad rok temu. Wtedy też była tylko szarym tłem. Nikomu nie chciała podpaść, nikomu specjalnie nie rzucać się w oczy. Niestety pech chciał, że on też rozpoczął tam naukę. Ich historia była długa, pełna zwrotów akcji, bla bla bla. Musicie tylko wiedzieć, że stał się dla niej sensem życia, którego aż do tego czasu nie posiadała. Niestety wybuchła wojna między jego rodem, a tym znacznie silniejszym. Jak się to zakończyło? Każdy zna inną wersję wydarzeń. Ona jednak wie, że on już nie wróci, a nawet jeśli to nic już nie będzie takie samo.
Czy się załamała?
Oczywiście, w końcu jest słaba.
Opuściła akademię, chciała się zabić ze dwa razy, a blizny z nóg i rąk prędko jej nie znikną. Pech chciał, że akurat wtedy, gdy była pogrążona w największej rozpaczy ród Key zaczął się sypać.


Nie jest silna/a jednak dała radę
Wiecie, Keyowie są...mało sympatyczni. Często wybuchały między poszczególnymi członkami, zdarzały się morderstwa między kuzynostwem, ale nikt nigdy nie kwestionował władzy Inanisa, choć wszyscy wiedzieli, że tak naprawdę rodem włada Morfin, czyli jego ojciec. Nie należał do przyjemnych osób. Każda porażka na misji, przewinienie, lub sprzeciwienie się jemu było surowo i boleśnie karane. Morfin świetnie znała wszystkie słabości swoich "podopiecznych" i wiedział jak świetnie zgrać im na emocjach, by później straszyć ich w najgorszych koszmarach. Prędzej czy później musiał znaleźć się ktoś kto rozpocznie bunt. O dziwo był to ktoś, kogo pozornie chyba
najmniej obchodził ród. Chris na swoją stronę przeciągnął połowę trzonu i sporą część demonów z gałęzi. Ostatecznie i Agony zdecydowała się zbuntować, wiedząc, że zginie jako pierwsza w niedługim czasie. Tak rozpoczęły się kilkumiesięczna wojna "domowa", na którą Piekło pozostało nieobojętne. Jedne rody przechodziły na stronę Chrisa, drugie na Inanisa. Niektóre rozpoczęły nawet potyczki między sobą, lecz nie kończyło się to tak krwawo jak u Keyów. W końcu oni nie mają litości.
I jakoś tak wyszło, że Agony przyszło się zmierzyć z Inanisem. Było pewne, że zginie, a i ona niezbyt się starała. Przynajmniej na początku. Potem jakoś samo wyszło, że... zabiła go.
I jednocześnie przejęła całą jego moc.
Tak właśnie skończyła się krwawa wojna. Chris został nową głową rodu, a Agony wraz z dwójką swoich krewnych mianował zastępcami. Wszystkie te wydarzenia mocno na nią wpłynęły. Między innymi znalazła nowy cel.
Trzeba w końcu być głupim by uwierzyć, że mysz zabiła kota.


Jest bardzo sympatyczna/tylko gdy coś chce
Zawsze się uśmiecha/akurat gdy robi komuś krzywdę
Jest miła/przy najbliższej okazji odstrzeli ci łeb
Miła i cicha Agony jaką wszyscy poznali w zeszłym roku szkolnym gdzieś się niestety zgubiła. Zamiast tego pojawił się postrach akademii, który nigdy nie ma humoru. Ona nigdy nie ma dobrego dnia, łatwo ją zdenerwować, a wtedy nie ma zmiłuj. Jest sarkastyczna, arogancka i nigdy nie robi pierwszego, dobrego wrażenia. Dodatkowo władza troszkę ją zepsuła, ale tylko troszkę. Po za tym, gdy coś chce zawsze będzie przesympatyczna.
Na ogół jest bardzo agresywna, co w połączeniu z faktem, że potrafi w błyskawicznym tempie kogoś postrzelić nie wróży niczego dobrego. Na co dzień chłodna dla wszystkich, bez wyjątku. Nie lubi, gdy ktoś nazywa ją "Rose" bądź przy niej wymawia nazwisko "Airwolf". Taką osobę jest gotowa poszatkować na środku korytarza.
W gruncie rzeczy dalej jednak nie wyszła z depresji, która jak cień łazi za nią non stop, zupełnie jak dawne uczucie, wspomnienia i jej prawdziwa "ja".
Czarne włosy/blond
Malinowe oczy/brązowe
Blada/z cieniami pod oczami
Jej ludzka i demonia forma właściwie potrafią się nieźle wymieszać. Właściwie nigdy w pełni nie wygląda jak demon i nigdy w pełni jak człowiek. W formie demona przypomina wychudzoną "czarno-białą" nastolatkę. Długie, czarne włosy sięgają jej do pasa, a zbyt długa, prosta grzywka niekiedy zasłania jej oczy. Tęczówki o malinowym kolorze, jak u większości demonów, potrafią przybrać czerwoną barwę. Blada, niezdrowa cera i cienie pod oczami, zwiastujące, że dziewczyna nie należy
do osób, które mogą pochwalić się przespanymi nocami. Sine usta i paznokcie oraz chłód. Jej ciało zawsze jest zimne, a czasem nawet lodowate. Posiada niewielkie, czarne skrzydła oraz ledwo widoczne kły.
W ludzkiej zaś nabiera znacznie zdrowszego wyglądu. Włosy zmieniają barwę na bardzo jasny blond, a grzywka...właściwie nie jest grzywką. Oczy zmieniają barwę na ciemny brąz, a policzki niemal zawsze są zarumienione. Można by rzec, że wygląda wręcz uroczo, dlatego tak bardzo nie lubi swojego ludzkiego wyglądu. Drugim powodem jest fakt, że niemal identycznie wyglądała za życia, a to przywołuje mało przyjemne wspomnienia. Od nadgarstków w górę jej ręce pokryte są licznymi, podłużnymi bliznami. Jedne krótkie, drugie długie, jeszcze inne przypominające faliste wzory. To samo na nogach i na brzuchu. Najgorsze jest to, że żadna nie chce zniknąć, dlatego jeśli już da się ją zobaczyć jako człowieka, to tylko w za dłużej bluzie.


Ma też kota/pomiot szatana
Skąd u jej boku wziął się Ignis? To dość długa i chyba śmieszna historia. Otóż ten kot przez dobre dwa tygodnie ganiał ze Seamusem, ale ilekroć jej przyjaciel próbował go złapać kończyło się to na podrapanych dłoniach i twarzy. Zwierzę zaczynało wszystkich irytować, a najbardziej Rudego. Ostatecznie dało się złapać właśnie Agony i od tamtej pory jest z nią. To agresywne zwierzątko non stop pokazuje swoje niezadowolenie machając ogonem, a na przypadkowe osoby rzuca się z pazurami. Łasi się jedynie do swojej pani. Lubi jednak od czasu to czasu zniknąć na miesiąc ewentualnie dwa.


Pali i pije/od czasu do czasu podkrada Jake'owi trawę
Pedantka/ale po sobie nigdy nie sprząta
Zabiła męża siostry/miłość do szwagra zawsze spoko
Średnio dwa razy na tydzień kłóci się z Azazelem/zawsze ofiary śmiertelne
Tak jest uzależniona od palenia.
I od picia.
Nie od narko nie.
Woli kawę.
Kawę i pizzę hawajską.
To straszny maniak filmowy. Potrafi nie wychodzić z pokoju przez tydzień i oglądać każdy film jaki wpadnie jej w ręce. Od bezsensownej komedii, przez ckliwe romansidło, do krwawego horroru czy filmu akcji. Oczywiście przy tym opycha się popcornem, pizzą i kawą, od czasu do czasu paląc nie tylko tytoń. Nawet jeśli przytyje, to już w trakcie kolejnego tygodnia wszystko zrzuci nadrabiając misje i papierkową robotę. Kto by się przejmował nauką. Po za tym to demon, ona nie tyje. Co najwyżej pogłębia niedowagę.
Ma lekką obsesję na punkcie porządku, ale sama nigdy nie posprząta. Prędzej zagoni do tego najbliższą jej osobę i pod groźbą wyprucia flaków, czytając kolorowe pisemko będzie obserwować czy delikwent nie wymiguje się od pracy. Zawsze, więc bierze taką robotę by się zbytnio nie ubrudzić, czyli zabija dość rzadko. Woli już kogoś pokiereszować, lub pobawić się nożem albo tasakiem, siekierą itp.
Mimo to z zimną krwią zabiła męża swojej starszej siostry kilka dekad temu za co ta jest jej bardzo wdzięczna. Nieustannie zaś próbuje udusić Azazela, z resztą ze wzajemnością. Wbrew pozornej nienawiści ta dwójka kocha się niemal jak rodzeństwo i znają się lepiej niż ktokolwiek inny. Choć przerażające jest to, że on wie kiedy będzie miała okres.
Kiedyś lubiła też śpiewać, ale od kilku miesięcy nie preferuje kształtowania tego talentu. Zamiast tego nauczyła się grać na gitarze, a raczej nadal się uczy. Robi to tylko w te samotne wieczory, gdy ma ochotę się znów pociąć.
Bo przecież on nie wróci.


Podsumowując:
Agony Lilith Key/Rosalie Lawliet/Lily/Liliś/Rose/Keyówna
18/113/28.08.1903/14.02.1916
Czarne/Blond
Malinowe/Brązowe
Wybrany Demon/Key
172 cm/54 kg
Iluzje/granie na nerwach




Witam <3