☆Jun Jinx☆☆Ród Jinx
☆Syn głowy rodu
☆Jest w trakcie poszukiwania narzeczonej,
☆Jako demon ma ciemno szare włosy, podkręcone rogi (brązowy i czarny) oraz czerwone oczy
☆Jako człowiek ma czarne włosy i niebieskie oczy.☆
Możesz na niego patrzeć z góry. Zastanawiać się co teraz czuje. Ale on i tak nie znajdzie w tobie nikogo więcej niż kolejne imię do zapamiętania...
Tracący wiarę w życie chłopak chowa się pod słodkim uśmiechem. Swoim trudnym charakterem odstrasza inne osoby.
Można go znaleźć błąkającego się po korytarzach oraz w sali muzycznej grającego na skrzypcach.
Innych rzeczy dowiesz się, gdy go poznasz… On chętnie ci odpowie.
|- Czy ty nic nie rozumiesz?
Przecież nie da się żyć bez miłości...
- Chcesz się założyć?|
Deszcz mocno obijał się o szyby. To była brzydka Halloweenowa noc. Wszystkie dzieci już dawno skończyły zbierać cukierki i zasnęły. W domu rodziny Jinx słychać było głośne, kobiece krzyki. Ojciec chodził znerwicowany po korytarzu. Blask księżyca lekko wpadał przez okno i zatrzymywał się na białowłosym 13 latku. Chłopiec siedział pod drzwiami, gdy te się otworzyły. Uśmiechnięty lekarz zaprosił obu do pomieszczenia. Białowłosy podbiegł do matki i płaczącego dziecka.
- Czy to jest... To mój braciszek? - uśmiechnął się szeroko.
-Tak... Poznaj Juna.
|Bezwartościowy syn numer dwa nie mógł dostać wspaniałego i wyniosłego imienia...
Już od dziecka chcieli mnie przyzwyczaić, że jestem „ten drugi” zaraz po Ginie.
W końcu byłem największym koszmarem rodziny.
Ojciec chciał się mnie pozbyć... Na szczęście (a może niestety?) tego nie zrobił...|
- To jest mój braciszek Jun! - już 18 letni Gin wskazał na chłopca bawiącego się z inkubami. Mała istotka przytulała misia, wsłuchując się w to, co mówiły do niego inne demony.
- Jun? Jun Jinx? - starsza kobieta popatrzyła groźnie na dziecko. Nie podobało się jej, że taki „wybryk natury” spokojnie obraca się wśród wyższych rodów. Ale czego ona oczekiwała?
To tylko małe dziecko, na którego widok większość kobiet wpadała w zachwyt. Jun lubił być w centrum uwagi. Brak miłości rodziców sprawiała, że pragnął jej od innych osób. - Gin... On nie jest i nie będzie jak my... Teraz wywołuje na zachwyt, bo jest mały. Wiesz co, będzie później? Bo on jest... No... Nie jest jak ty. Twojemu ojcu się zachciało „zabawić” i ma tego efekt...
- Zamknij się... Nie będziesz mi rozkazywać! - warknął stanowczo. - Nie masz nic do gadania. Ty i twój ród możecie mi najwyżej buty lizać. Znasz mnie... Jak ja go ustawię to, będzie szanowany. Trzeba tylko przekonać innych, że jest tego warty...
Matka odeszła, a raczej ojciec wyrzucił ją z domu.
Czasem mu współczuję, że musiał się mną zajmować.
Nawet jak miał narzeczoną to się mną zajmował.|
Słońce właśnie wstało. Kagome błądziła dłonią po łóżku w poszukiwaniu swojego chłopaka.
- Gin... Cholero jedna... Gdzie on znowu polazł… - podniosła się i rozejrzała po pokoju. - Kochanie? – ziewnęła, przecierając oczy. - Jun?
- Niespodzianka! - Gin gwałtownie wyskoczył spod łóżka.
- IDIOTA! - podskoczyła przerażona. - Głupek! Nienawidzę cię!
- Oj tam, oj tam… I tak wiem, że mnie kochasz.
- Już cię nie kocham... Od teraz przychodzę tu tylko dla Juna! – zakryła się kołdrą.
- Jeszcze wczoraj wieczorem tak mnie kochałaś… Aż przez chwilę się bałem, że ktoś cię usłyszy! „O matko! Gin! Kocham cię! Tak! Tak! Tak! Mocniej!” – próbował naśladować jej wysoki głos.
- Pff... – uderzyła go w ramię. – Ciesz się, że nikt nas nie słyszał… Zwłaszcza Jun…
- On już nie jest dzieckiem... Znając go i tak wszystko wie...
- Dla mnie jest dzieckiem...
- Słuchaj... Zapomniałem cię wczoraj zapytać… Zostaniesz z nim jutro? I pojutrze? I przez następny tydzień?
- Zapomniałeś? On nie lubi, gdy załatwiasz „sprawy rodzinne”...
- Wiem... Ale do niego wrócę!
- Obiecujesz mi? Masz się nie narażać.
- Jestem najlepszy w tym fachu! Żaden głupi byle anioł mnie nie zabije!
- Idioci... Ja was słyszę i słyszałem... - westchnął Jun w swoim pokoju.
|Gin i Kagome... Tacy pocieszni idioci. <3 Tylko szkoda, że robił z niej moją opiekunkę... ile ja wtedy miałem? 12 lat? 13? To jak się o mnie martwił, było na swój sposób urocze. Ale to jak uciekał, gdy spałem nie było fajne! Bał się ,że przeze mnie zrezygnuje. Ja go chciałem chronić… Czy to cos złego? On zawsze lekceważył "wroga", a anioły wcale takie słabe nie są. Szkoda ,że się o tym przekonał na własnej skórze...|
|W zwyczaju miałem dokładne wyliczanie czasu, które spędza na misjach… Miał później wyrzuty ,że mnie tyle zostawiał samego!|
- P-paniczu Jun? Czy coś się stało? - wymamrotała pokojówka. Nie chciała wyrywać chłopaka z transu. Wpatrywał się złowieszczo w tarczę zegarową.
- Nie - siedział spięty. - Nie ma go 48 godzin 12 minut i 6 sekund...
- Na pewno wróci... Niech pan się tak nie męczy - stanowczo wyraziła swoją opinię na temat paranoi panicza i odeszła do kąta, wpatrując się w niego. Musiała go mieć na oku, gdy Kagome załatwiała swoje sprawy. Ten uroczy chłopiec w jednej chwili mógł zacząć wariować i samookaleczać.
- A co jak nie wrócisz? - gdy tylko to powiedział szybciej, zabiło jej serce. Nie wiedziała, czy się bać, czy go zostawić. Zazwyczaj w takich sytuacjach uspokajał go ktoś bliższy niż zwykła służba. - Nie będzie mnie już nikt kochał? Nie będę miał po co żyć? - nagle chwycił się za serce, a po jego policzkach spływały łzy. - Zabić się! Chce się zabić! Gdybym umarł, nie byłoby tego bałaganu!
- Co pan mówi?! - wystraszyła się.
- Nie interesuj się!- w jego oczach błysnęło jakieś dziwne, światło. - Nie mówię przecież do ciebie! Zamknij się! Ty tu tylko pracujesz dla mojego ojca! Nie masz prawa mi zwracać uwagi! Kto ci tu w ogóle pozwolił być?! Chce być tylko z nim!
- A-Ale... to do kogo pan mówi? Jaki on? - zasłoniła twarz dłońmi. Bała się, że w akcie złości znowu w nią czymś rzuci i zrobi krzywdę.
- No ON! Nie wiesz kto to i się nie dowiesz! Tylko on naprawdę wie... A ty... - pokazał na drzwi. - Masz stąd wyjść! Zostaw NAS!
|Moje złowieszcze sny się spełniły… Dokładnie kilka godzin później po doprowadzeniu pokojówki do płaczu.|
Do pokoju wbiegł kuzyn Juna. Wysoki mężczyzna niósł coś w zakrwawionym ręczniku.
- P-panie Jun! - zawołała sprzątaczka, wyrywając go z transu.
- Co się stało? - odpowiedział jej chłodno. - Co się stało kuzynie?
- T-twój brat... on... on... - nie zdążył dokończyć.
- A-ale skąd ty to wiesz? Przecież...
- Zgadywałem... - odebrał mu zakrwawiony ręcznik i odszedł do pokoju. - To będzie moje...
|W materiale było anielskie skrzydło i odcięty róg Gina. Obie rzeczy mam do dziś.
Pamiętam... Pamiętam te nieprzespane noce, głosy, płacz i próby zabicia się.
Tylko Kagome się tym interesowała (pokojówki się nie liczą...). Pocieszała mnie, ale to na nic.
Moje serce rozpadło się na milion kawałeczków tak małych, że nie dało się ich skleić.
Kilkanaście lat tak przeżyłem. Zacząłem się bać i unikać innych osób. Zrobiłem się zimny, chudy i słaby.
Wyrzekłem się uczuć do innych ludzi...|
Pamiętam... Pamiętam te nieprzespane noce, głosy, płacz i próby zabicia się.
Tylko Kagome się tym interesowała (pokojówki się nie liczą...). Pocieszała mnie, ale to na nic.
Moje serce rozpadło się na milion kawałeczków tak małych, że nie dało się ich skleić.
Kilkanaście lat tak przeżyłem. Zacząłem się bać i unikać innych osób. Zrobiłem się zimny, chudy i słaby.
Wyrzekłem się uczuć do innych ludzi...|
Kagome lekko zapukała do drzwi pokoju.
- Jun... Proszę... Otwórz... Miałeś się nie zamykać. Wiesz, że się o ciebie boję! - jej słodki głos drżał, a po policzkach spływały łzy.
- Nie potrzebuję twojej pomocy...
- Jesteś chory... Potrzebujesz opieki medycznej... Potrzebujesz...
- Nie potrzebuję! NIE! NIE NIE! - wtedy pierwszy raz krzyknął na Kagome. Słysząc jak, oddala się z płaczem sam, zaczął to robić. Spoglądał na anielskie skrzydło przybite gwoździem do ściany. - Gdybyś tu był... Gdybyś nie odszedł... - zacisnął pięści na kolanach, wbijając w nie pazury.
|Tysiące godzin (tak w praktyce to niecały rok) strachu, bólu, cierpienia i prób śmierci... Wszystko kończyło się ratowaniem mnie jakimś cudem. Wszyscy mówili, że mam mnóstwo szczęścia! Jednak ja tak nie uważałem... Po co żyć? Po co? Nikt mnie na tym świecie już nie kochał... Nikogo nie obchodziłem... Chciałem tylko odejść...Ale ta historia nie miała złego zakończenia. W tym całym zamieszaniu odłączyłem się od świata.|
Pierwszy raz odkąd umarł Gin nikt, nie zwrócił uwagi na Juna. Nie pytał o jego samopoczucie, czy dobrze było w szpitalu lub, czy ma zamiar znowu popełnić jakieś głupstwo. Wcześniej ktoś go kontrolował cały czas, a teraz? Nic. Chłopak szedł spokojnie, kierując się w stronę pokoju. Tylko z kuchni było słychać kobiece głosy. Sypialnia wyglądała jak zawsze. Wszędzie był bałagan. Uwagę przykuwała jednak jedna zmiana. W rogu pokoju nie stało już duże pudło, tylko piękne dziecięce łóżeczko. Trochę przerażony podszedł do niego. „Może to tylko żart?” myślał. Jednak nie był to żart. W środku znajdował się malutki chłopiec. Miał śnieżnobiałe włosy i parę małych czarnych rożek. Na ten widok Juna rozbolało serce. To było coś na kształt igieł wbijających się prosto w nie. Szybko i bez wahania wyjął dzieciaka z łóżeczka. Ręce mu drżały, a na ustach pojawił się lekki uśmiech.
- Myślałam, że będziesz się cieszył... Mały dotrzyma ci towarzystwa w tych trudnych chwilach – Jun odwrócił nerwowo głowę. Ulżyło mu, gdy zobaczył Kagome, a nie kolejną partnerkę ojca.
- Może tu zostać. Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej? – spojrzał na nią sarnim wzrokiem.
- Chciałam ci o tym powiedzieć… Byłeś taki zdenerwowany… ja... – wzięła głęboki wdech.
- Kagome... Obiecuj mi… Obiecuj, że jak kiedyś zapyta kim, był jego ojciec... – zrobił krótką przerwę jakby znowu, miał zamknąć się w sobie. – T-to powiesz mu, że był wspaniałym demonem… Kochającym i zabawnym… Nie mów, jakim był mordercą i sadystą…
- Obiecuje ci…
|Szybko zaczęła mnie dopadać samotność. Teraz nie zwracałem niczyjej uwagi… Czyż to nie smutne? Wymienili mnie na lepszy model?
Kiedyś skontaktowałem się ze starymi przyjaciółmi Gina. Rodzina Blackberry była mi dobrze znana. W końcu nie raz ich widziałem jako dzieciak. Wszyscy mnie tam znali praktycznie od urodzenia (Gin musiał się mną chwalić…).
Co prawda byli zdziwieni, że przyszedłem sam. Moja rodzina trzymała zgony w sekrecie… Zwłaszcza te tajemnicze lub szczególnie brutalne. Zatem musiałem im opowiedzieć jak, zginął Gin i co się stało… A potem zostałem.
Przychodziłem tam praktycznie codziennie głównie z powodu jednej bardzo miłej osoby…
Do dziś nie ogarniam czemu tak strasznie, polubiłem Arona. Może przez to, jak strasznie mi przypomina brata? Albo przez to, jak się mną zaopiekował?
W domu nikt się mną nie interesował, a on? Mogłem z nim spędzać całe godziny choćby, siedząc i nic nie robiąc! Był wręcz idealnym przyjacielem! Mądrym, silnym, kochanym… Mogłem się poczuć jak za czasów dzieciństwa!
Może jedynym minusem jak mnie kontroluje… Ale to się da wytrzymać, a wzbudzanie w nim zazdrości jest zabawne.
Mojej rodzinie (zwłaszcza Kagome) ta przyjaźń się nie podobała. Ale kto by ich tam słuchał? Teraz spotkania z najlepszym przyjacielem nie dość, że dawało mi mnóstwo zabawy dodatkowo było formą wkurzenia ojca.|
![]() |
| Uśmiechnij się! |
|Przez jakiś czas pomagałem przy dziecku, spotykałem się z Aronem (wiem jak źle to brzmi...) i zapomniałem o samobójstwie.
Ale pewnego pięknego dnia zapisano mnie do szkoły...
I tak trafiłem tutaj... Akademia Ponad Ziemią? To nie brzmi zachęcająco...|
Ale pewnego pięknego dnia zapisano mnie do szkoły...
I tak trafiłem tutaj... Akademia Ponad Ziemią? To nie brzmi zachęcająco...|
Dodatkowe informacje :
~W szkole zawsze chodzi z opaską na oku.
~Boi się kontaktów innymi osobami.
~Nawet nie próbuj wspominać mu o bracie albo pytać, czy ma rodzeństwo...
~Uważa Arona za swojego brata/mentora/mistrza i kij wie co jeszcze...
~Ma na nadgarstku mały tatuaż w kształcie róży.
~Niewiele pamięta z życia.
~Owija sobie ręce od nadgarstków do łokci bandażem, żeby zakryć
~*~
Witam!
Nawet nie chce wiedzieć ile mam tu błędów...
Ale wyszło dobrze! Niby wszystko wiecie, ale nic nie wiecie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz