Ma ona na oko, jak się na nią spojrzy 17 lat.
Życie nie jest dla niej łatwe, każdego dnia musi się zmierzyć z pogardliwymi spojrzeniami, obelgami... i nie tylko.
To wstyd mieć takie dziecko...
Jej matka popełniła samobójstwo kiedy miała 5 lat... Była tego świadkiem...
- Mamo! - dziewczynka biegała z pokoju do pokoju w poszukiwaniu swojej rodzicielki. - Mamo!
Zatrzymała się. Drzwi do piwnicy były uchylone... Otworzyła je na oścież... Poczuła dziwny metaliczny zapach... Nie chciała tam iść. Czuła, że jest tam coś czego nie powinna zobaczyć. Czemu jednak ruszyła schodami w dół? Czemu to zrobiła? Dlaczego nikt jej nie zatrzymał?
Stała jak wryta, nie mogła uwierzyć w to co widzi... Nawet nie zdała sobie sprawy z tego, że krzyczy i płacze. Nikt jej nie usłyszał, gdyż w domu była tylko ona i trup.
Marry podeszła do zwłok i je przytuliła brudząc tym samym swoją białą sukieneczkę czerwoną cieczą...
Siedziała tak do momentu, aż jej ojciec wrócił z pracy...
Jak wygląda?
~~ Jest to dziewczyn o czarnych, długich, falowanych włosach i jasnej cerze. Jej szare oczy oplata wachlarz długich, czarnych rzęs. Nie jest za wysoka, jej cera jest jasna. Ubiera się za zwyczaj dość specyficznie. Eleganckie sukienki, parasole - klasa, elegancja. Robi to po ty, aby się wywyższyć, chociaż trochę.
Jedno ciało, dwa oblicza
Jako iż jest bękartem posiada cechy anioła i demona. Jednakże w jej przypadku zależy to głównie od jej emocji. Jak jest zadowolona, radosna i uśmiechnięta, to można ją zobaczyć z aureolką i białymi skrzydłami. Jednakże, gdy się wkurzy jej oczy iskrzą się na czerwono, z głowy wyrastają zakręcone rogi, ma ogon i kły - jednak rzadko się to zdarza, stara się panować nad emocjami, tłumi w sobie wszystko co złe.
Kiedyś grała na fortepianie... Po tym jak jej matka zmarła grała coraz rzadziej... W rezultacie przestała. Teraz zajmuje się aktorstwem. Kocha scenę, chce zabłysnąć - pokazać, że coś znaczy!
W codziennym życiu też często gra przed innymi, jest to dla niej prostsze... Udawanie wiecznie uśmiechniętej i pozytywnie nastawionej do życia, niż bycie wiecznie przybitą i zapłakaną. Taka jest jednak prawda! Brak akceptacji = braku przyjaciół, to boli... Samotność może być gorsza od śmierci?
-Po tragicznym wypadku z przeszłości zaczęła się bać jednej rzeczy... A mianowicie krwi. Na samo to słowo robi się blada jak ściana i sztywnieje. Gdy ją widzi najzwyczajniej w świecie mdleje.
-Cierpi na bezsenność... Noc bez koszmarów to nie noc! Dzień bez obelg to nie dzień!
- Wini siebie za śmierć matki... Popełniła samobójstwo, gdyż nie wytrzymała psychicznie... Dziecko bękart to same problemy...
- Boli ją to, że oddaliła się od ojca.
{Chcę tylko znaleźć szczęście? Czy wymagam za wiele?}
Gdyby ci nikt nie powiedział, że nie będąc kochanym, jest się nieszczęśliwym, byłbyś szczęśliwy. Jeszcze jedno złudzenie: że zewnętrzne zdarzenia lub inni ludzie mogą cię zranić. Nie mogą. To ty im dajesz taką władzę nad sobą.
- Każdego dnia mam wrażenie jakby ktoś wbijał mi kolejny nóż w plecy... Coraz częściej się zastanawiam, co mnie trzyma przy życiu? Dlaczego tego nie skończę? Hym.... Chyba tylko to, że nie chcę dać satysfakcji tym wszystkim otaczającym mnie baranom. Chcę im pokazać, że będąc nikim można być kimś wielkim! Tego się trzymam... Kiedyś osiągnę sukces, zaakceptują mnie... nas.... Musze tylko starać się bardziej....bardziej... małymi kroczkami piąć się ku górze, a nie dole. Zapamiętaj to imię : Marry Cross.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz