W każdym normalnym człowieku tkwi szaleniec.
Próbuje się on wydostać, ale ciało rzadko ulega.
Z b y t r z a d k o.
W tym przypadku jest na odwrót.
Z jedną różnicą.
N o r m a l n y
dawno się poddał.
_______________________________________________________________
Myśli obiektów jego badań, rodziny, znajomych,
k a ż d e g o.
A K T U R O D Z E N I A
L o g a n C h a r l e s B l a c k b e r r y.
Powity na świat dziewiątego dnia siódmego miesiąca.
Drugi syn Rachel i Victora Blackberrych.
Z d r o w y i w pełni sprawny fizycznie, jak i psychicznie, według wszelkich przeprowadzonych badań. Nie wykryto ż a d n y c h nieprawidłowości.
Inkub.
Grupa krwi AB Rh -.
Dwa jelenie rogi i para czarnych skrzydeł.
Drugi syn Rachel i Victora Blackberrych.
Z d r o w y i w pełni sprawny fizycznie, jak i psychicznie, według wszelkich przeprowadzonych badań. Nie wykryto ż a d n y c h nieprawidłowości.
Inkub.
Grupa krwi AB Rh -.
Dwa jelenie rogi i para czarnych skrzydeł.
H I S T O R I E Z D Z I E C I Ń S T W A
Wózek stojący u szczytu ciągnących się przez całe wzgórze, stromych schodów i nieuważny ojciec. A w wózku mały szkrab, góra roczny, choć u demonów trudno to stwierdzić. Wywija łapkami i mówi coś uroczo, próbując zwrócić na siebie uwagę. To n i e m o g ł o skończyć się dobrze.
Nagle płacz.
Nagle płacz.
Z e r o reakcji.
Dziecko rzuca się w środku kolebki. Chce jeść, pić, ma pełną pieluszkę. Choć trochę uwagi. Widok przechyla się, a nie, to wózek. Logan upada na schody, a potem stopień po stopniu leci coraz niżej. Ile ich mogło być? Setka przynajmniej. Potem turla się jeszcze kawałek. Gdyby nie pewien stopień nieśmiertelności, a przynajmniej dużej, demonicznej wytrzymałości, Blackberry znów mieliby tylko jednego syna.
I w r e s z c i e.
Znów zasłużył na brak samotności. Podchodzi niania, zaalarmowana płaczem i zduszonym krzykiem Victora. Ciepłe ramiona owijają go.
Jest już d o b r z e.
W Y G L Ą D I C E C H Y S Z C Z E G Ó L N E
Pełne szaleństwa, ciemnoczerwone tęczówki rozbieganych oczu, przyciągają uwagę, gdy Logan jest w swojej naturalnej postaci. Są one jego z w i e r c i a d ł e m. Przedstawiają najgłębsze uczucia, choć zwykle po prostu skaczą z miejsca na miejsce, analizując wszystko w szalonym obłędzie.
Niczym nie odznaczające się szare, matowe włosy, przydługimi kosmykami okalają bladą twarz i łagodzą jej nieco ostrzejsze rysy.
P r z y s t o j n y. Taka natura jego gatunku.
Wysoki, całe 199 centymetrów szaleństwa.
Spomiędzy czupryny wystają dwa ciemne jelenie rogi - jeden dłuższy, drugi krótszy, niekiedy podczas przemiany się nie pojawiają, ale do tej pory tego nie wyjaśnił. Pazury przypominają swoim kolorem węgiel i są lekko zaostrzone. Niegdyś z jego pleców wystawała jeszcze para smolistoczarnych, opierzonych skrzydeł, ale to temat na dłuższą historię.
Włosy ma naturalnie brązowe, ale z niewiadomych nikomu powodów przerabia je na fiolet i to bardzo bliski odcieniem do fiołków.
Oczy jego są jasnoszare i wydają się p u s t e, pomimo iskierek szaleńczej ekscytacji i ciągłego rozbiegania w poszukiwaniu danych.
Przybiera nieco koloru, nie jest blady jak ściana lub kartka papieru, ale nadal nie można tego nazwać zdrowym odcieniem.
Tuż pod linią żuchwy można zauważyć cienką, podłużną i lekko poszarpaną przy końcach bliznę. Jest już ona całkowicie wygojona od wielu lat, ale to również opowieść na kiedy indziej.
ARMIA RYSZARDÓW - UWAGA GROŹNE RYSIE
W swoich najmłodszych latach zapałał miłością do badań i nauki. Tak, jakby był s t w o r z o n y do eksperymentowania na wszystkim i to w ten sposób miał poznawać świat. Zaczęło się oczywiście spokojnie, dopóki jakaś substancja z zestawu małego chemika nie wybuchła. A to miało po prostu mydliny robić... Potem rodzice zainwestowali w laboratorium, znajdujące się w ich piwnicy, bo, no cóż, wymienianie po raz setny umeblowania i przemalowywanie ścian pokoju Logana stało się nieopłacalne. I to właśnie w tym, pozbawionym obecności reszty domowników, miejscu powstało jego pierwsze żyjące d z i e c ko, jak zwykł je nazywać.
R y ś.
R y s i u.
Dokładniej R y s z a r d.
Tak, Logan ma dziwny nawyk nazywania w s z y s t k i e g o.
A więc, kim jest owy Ryszard? To laleczka, może bardziej maskotka. I każda do siebie podobna.
Ciała zrobione z ciemnego, szorstkiego materiału, a wypchane najzwyklejszą watą. Dwa różnych rozmiarów guziki z wymalowaną na środku, czarną plamą pełnią funkcję oczu. Logan zazwyczaj zaszywa ich szeroko uśmiechnięte usta grubą nicią - nie lubi, gdy mówią, są bardzo niemiłe. Oprócz tego przystraja je w szmaciane ubranka i czuprynę na szczycie głowy. W wielu miejscach widać plamy i przeszycia, gdzieniegdzie zostały rozprute, a niektóre mają powbijane igły i inne ostre narzędzia w którąś z części ciała.
U r o c z e, nieprawdaż?
Jednak gdyby to było tylko to, mógłbyś je po prostu ominąć i nigdy więcej nie patrzeć w oczy lub ten chytry uśmieszek. Ale tu pojawia się problem. Logan szukając wiernych, nie oceniających go i rozumiejących przedziwne pomysły przyjaciół, postanowił ożywić swoje zabawki. Jeden, drugi, siódmy, dwudziesty, setny i dwutysięczny. Powoli powstała ich cała armia. Szybko okazały się średnimi partnerami do rozmowy, ale za to świetnymi obrońcami.
A Ryszard to przecież idealne imię dla dziecka i żywej obrony, p r a w d a?
ZNIKNĘCIE HENRYKA - BRYTOL, DWUDUPIEC I GRYZIU
Teraz dochodzimy do czasów, gdy miał już młodszego brata - Jake, i ten brat miał swojego żółwia Henryka. Pewnego dnia chłopak zauważył z n i k n i ę c i e zwierzaka i bez najmniejszego zastanowienia skierował się do piwnicy, po drodze omijając kupkę śpiących Rysi. Jak się okazało nie pomylił się wcale, gdzie mógł zniknąć jego żółw.
Logan postanowił pobawić się w klonowanie, ale że nie wiedział do końca jakie szkody może to wywołać, nie mógł użyć żadnego ze swoich dzieci. To by było nieetyczne i niemoralne przecież! Za to taki żółw, które ostatnio użarł go w palec, był niemal idealnym o b i e k t e m b a d a ń.
Najpierw powstał D w u d u p i e c i to wręcz idealnie opisujące go imię. Logan nauczył się wtedy, że klon z dwoma dupami, to klon na pewno nie udany. Ale czy możecie sobie wyobrazić takiego żółwia? Więc Henryk 02 miał z tyłu rozdwojoną skorupę, w której mieścił owe dwa tyłki, a także dwa wystające ogonki.
Następnie przyszła kolej na B r y t o l a. Klon niemal idealny, dosłownie identyczny! Problem był jeden. Henryk 03 nie dość, że mówił, to jeszcze z brytyjskim akcentem i to zdecydowanie za dużo. W ich rezydencji nie było jeszcze większego gaduły, a do sprzeczek biegł pierwszy. Teraz paraduje gdzieś z taśmą klejącą w miejscu ust.
Ostatni był G r y z i u. To bardzo urocze imię, jak i jego posiadacz. Znając Henryka, wie się doskonale, że ten uwielbia gryźć wszystko i wszystkich, choć preferuje palce. Na szczęście natura nie obdarzył go piranim uzębieniem ani pazurami. Ale za to nauka, która wtrąciła się w DNA żółwia, wiedziała lepiej, co robić i tak o to, Henryk 03 jest spełnieniem tych wszystkich koszmarów.
Badania nad klonowaniem nadal trwają. Jake po pewnym czasie żółwia odzyskał.
NIE MA TO JAK UJEBAĆ SOBIE SKRZYDŁA
Któregoś poranka stwierdził, że Demony i Anioły nie powinny móc latać, bo nawet przy takiej rozpiętości skrzydeł są zbyt ciężkie. Oczywiście od razu wynalazł w tym jakąś t e o r i ę s p i s k o w ą i postanowił wyprowadzić z błędu innych. Jego teoria zakładała, że albo nie można latać wcale i to jakieś inscenizacje, albo powinno się latać i bez skrzydeł, bo to jakieś M A G I C jest - to dokładny cytat.
Jak to sprawdzić? Bardzo prosto - na sobie.
W skrócie odciął sobie skrzydła i rzucił na pożarcie Rysiom - też coś biedactwa jeść muszą, prawda? Potem wyszedł na dach domu i, pomimo sprzeciwu braci, zeskoczył. Tym samym obalił swoja tezę, bo zamiast lecieć i wyśmiewać wszystkich idiotów-niedowiarków, wylądował z głośny hukiem i dziurą w betonie, na dole.
Prób było jeszcze kilka. No może k i l k a n a ś c i e. Żadna się nie powiodła.
J e s z c z e.
KTO JEST, TAK WŁASCIWIE, PO KTÓREJ STRONIE
Niczym nie odznaczające się szare, matowe włosy, przydługimi kosmykami okalają bladą twarz i łagodzą jej nieco ostrzejsze rysy.
P r z y s t o j n y. Taka natura jego gatunku.
Wysoki, całe 199 centymetrów szaleństwa.
Spomiędzy czupryny wystają dwa ciemne jelenie rogi - jeden dłuższy, drugi krótszy, niekiedy podczas przemiany się nie pojawiają, ale do tej pory tego nie wyjaśnił. Pazury przypominają swoim kolorem węgiel i są lekko zaostrzone. Niegdyś z jego pleców wystawała jeszcze para smolistoczarnych, opierzonych skrzydeł, ale to temat na dłuższą historię.
- - - - - - -
Będąc c z ł o w i e k i e m, a raczej w jego postaci, jedynie jego rysy pozostają takie same. Włosy ma naturalnie brązowe, ale z niewiadomych nikomu powodów przerabia je na fiolet i to bardzo bliski odcieniem do fiołków.
Oczy jego są jasnoszare i wydają się p u s t e, pomimo iskierek szaleńczej ekscytacji i ciągłego rozbiegania w poszukiwaniu danych.
Przybiera nieco koloru, nie jest blady jak ściana lub kartka papieru, ale nadal nie można tego nazwać zdrowym odcieniem.
Tuż pod linią żuchwy można zauważyć cienką, podłużną i lekko poszarpaną przy końcach bliznę. Jest już ona całkowicie wygojona od wielu lat, ale to również opowieść na kiedy indziej.
PIERWSZE UDANE EKSPERYMENTY
W swoich najmłodszych latach zapałał miłością do badań i nauki. Tak, jakby był s t w o r z o n y do eksperymentowania na wszystkim i to w ten sposób miał poznawać świat. Zaczęło się oczywiście spokojnie, dopóki jakaś substancja z zestawu małego chemika nie wybuchła. A to miało po prostu mydliny robić... Potem rodzice zainwestowali w laboratorium, znajdujące się w ich piwnicy, bo, no cóż, wymienianie po raz setny umeblowania i przemalowywanie ścian pokoju Logana stało się nieopłacalne. I to właśnie w tym, pozbawionym obecności reszty domowników, miejscu powstało jego pierwsze żyjące d z i e c ko, jak zwykł je nazywać.
R y ś.
R y s i u.
Dokładniej R y s z a r d.
Tak, Logan ma dziwny nawyk nazywania w s z y s t k i e g o.
A więc, kim jest owy Ryszard? To laleczka, może bardziej maskotka. I każda do siebie podobna.
Ciała zrobione z ciemnego, szorstkiego materiału, a wypchane najzwyklejszą watą. Dwa różnych rozmiarów guziki z wymalowaną na środku, czarną plamą pełnią funkcję oczu. Logan zazwyczaj zaszywa ich szeroko uśmiechnięte usta grubą nicią - nie lubi, gdy mówią, są bardzo niemiłe. Oprócz tego przystraja je w szmaciane ubranka i czuprynę na szczycie głowy. W wielu miejscach widać plamy i przeszycia, gdzieniegdzie zostały rozprute, a niektóre mają powbijane igły i inne ostre narzędzia w którąś z części ciała.
U r o c z e, nieprawdaż?
Jednak gdyby to było tylko to, mógłbyś je po prostu ominąć i nigdy więcej nie patrzeć w oczy lub ten chytry uśmieszek. Ale tu pojawia się problem. Logan szukając wiernych, nie oceniających go i rozumiejących przedziwne pomysły przyjaciół, postanowił ożywić swoje zabawki. Jeden, drugi, siódmy, dwudziesty, setny i dwutysięczny. Powoli powstała ich cała armia. Szybko okazały się średnimi partnerami do rozmowy, ale za to świetnymi obrońcami.
A Ryszard to przecież idealne imię dla dziecka i żywej obrony, p r a w d a?
KLONOWANIE ŻÓŁWI
Teraz dochodzimy do czasów, gdy miał już młodszego brata - Jake, i ten brat miał swojego żółwia Henryka. Pewnego dnia chłopak zauważył z n i k n i ę c i e zwierzaka i bez najmniejszego zastanowienia skierował się do piwnicy, po drodze omijając kupkę śpiących Rysi. Jak się okazało nie pomylił się wcale, gdzie mógł zniknąć jego żółw.
Logan postanowił pobawić się w klonowanie, ale że nie wiedział do końca jakie szkody może to wywołać, nie mógł użyć żadnego ze swoich dzieci. To by było nieetyczne i niemoralne przecież! Za to taki żółw, które ostatnio użarł go w palec, był niemal idealnym o b i e k t e m b a d a ń.
Najpierw powstał D w u d u p i e c i to wręcz idealnie opisujące go imię. Logan nauczył się wtedy, że klon z dwoma dupami, to klon na pewno nie udany. Ale czy możecie sobie wyobrazić takiego żółwia? Więc Henryk 02 miał z tyłu rozdwojoną skorupę, w której mieścił owe dwa tyłki, a także dwa wystające ogonki.
Następnie przyszła kolej na B r y t o l a. Klon niemal idealny, dosłownie identyczny! Problem był jeden. Henryk 03 nie dość, że mówił, to jeszcze z brytyjskim akcentem i to zdecydowanie za dużo. W ich rezydencji nie było jeszcze większego gaduły, a do sprzeczek biegł pierwszy. Teraz paraduje gdzieś z taśmą klejącą w miejscu ust.
Ostatni był G r y z i u. To bardzo urocze imię, jak i jego posiadacz. Znając Henryka, wie się doskonale, że ten uwielbia gryźć wszystko i wszystkich, choć preferuje palce. Na szczęście natura nie obdarzył go piranim uzębieniem ani pazurami. Ale za to nauka, która wtrąciła się w DNA żółwia, wiedziała lepiej, co robić i tak o to, Henryk 03 jest spełnieniem tych wszystkich koszmarów.
Badania nad klonowaniem nadal trwają. Jake po pewnym czasie żółwia odzyskał.
TEORIE O LATANIU
Jak to sprawdzić? Bardzo prosto - na sobie.
W skrócie odciął sobie skrzydła i rzucił na pożarcie Rysiom - też coś biedactwa jeść muszą, prawda? Potem wyszedł na dach domu i, pomimo sprzeciwu braci, zeskoczył. Tym samym obalił swoja tezę, bo zamiast lecieć i wyśmiewać wszystkich idiotów-niedowiarków, wylądował z głośny hukiem i dziurą w betonie, na dole.
Prób było jeszcze kilka. No może k i l k a n a ś c i e. Żadna się nie powiodła.
J e s z c z e.
STULETNIA WOJNA
Tak, Logan jest zdecydowanie nieogarnięty. Gdy ich ród i jakiś inny, nazwiska są przecież bez znaczenia, postanowiły się pokłócić, pewnie o ulubiony sok albo jakieś ciastko, no bo co inne jest tego warte, on i jego bracia zostali zmuszeni do walki. Takie przeżyj albo zgiń, a żeby przeżyć trzeba zabić.
Wydaje się p r o s t e.
Ale nie dla niego, on za nic w świecie nie rozumiał kto jest po której stronie i, co ważniejsze, kogo może zaatakować banda Ryszardów. Po jakimś czasie po prostu przestało go to obchodzić i napadał na każdego, co się napatoczył. Większych strat nie zanotował, przecież nie znał tych ludzików, a znał mamę, tatę, Arona, Jake, a nawet pokojówkę i kucharkę! To d u ż o osób.
Wojna trwała sto lat, ale jakoś tak szybko mu to zleciało pośród mordu i krwi na własnym ciele, bynajmniej nie swojej. On, Aron i ich rodzice wykorzystali zbyt dużo mocy i zapadli w s e n. Jedynie Jake'owi udało się jakoś od tego uchronić, ale długo nie mógł nawet stać się demonem.
Po siedmiu wiekach jemu i starszemu bratu udało się wreszcie uciec z objęć m i e j s c a, g d z i e d i a b e ł n i e ś p i lub, jak kto woli, m i e j s c a, g d z i e d i a b e ł m ó w i d o b r a n o c. Okazało się, że przez ten czas wiele się zmieniło, a on ma do nadrobienia takie rzeczy jak telefon, komputer czy telewizja. Został jednak wysłany do APZ, gdzie, na całe szczęście, jest Wi-Fi.
_______________________________________________________________


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz