~
~
-
Imiona.
-
Seamus Dylan.
-
A nazwisko?
-
Key.
-
Boże, za co zsyłasz nam kolejnego...
Wesoła
duszyczka, która krząta się bez celu po korytarzach akademii. Sam
już nie wie, który to już rok z rzędu, i chyba nawet sam Lucyfer
nie wie, czy ten tu skończy edukację. Mimo fatalnych ocen z e w s
z y s t k i e g o ma bezstresowe podejście do życia. Sam twierdzi,
że nauka to najmniejszy problem, patrząc, że jemu i tak to się
już nie przyda. Chętnie posłuży ramieniem zapłakanej damie, czy
dobrą radą. Aż ciężko uwierzyć, że to d e m o n a nie anioł.
Ma wieczny nadmiar energii, za którym ukrywa się ból po stracie
tej jednej co ją do serca wpuścił.
-
Rudy! Rudy! Rudy!
-
Zaraz ci przyjebie…
-
Dobra! Przepraszam! Schowaj te rogi!
Metr
dziewięćdziesiąt jeden skóry i kości, oraz jakiś tam mięśni,
które są, ale ich nie widać. Cera blada, ale nie na tyle by już o
anemię sądzić. Rozczochrane, czerwone włosy, które w formie
demona stają się znacznie
za długie. Zielone, ciągle radosne oczy, czasem błyszczą lekkim
obłędem. Nie posiada skrzydeł, a jedynie łamliwe pazury i rogi.
Po za tym przypomina bardziej p o m y l e ń c a niż szlachetnego
demona. Wypominają mu to wszyscy od zawsze, więc się już do tego
przyzwyczaił.
-
Jaaa?! Nic! Za grzeczny na to jestem! Daj pyska!
-
Zostaw mnie pieprzony napaleńcu!
-
A w ryj chcesz, Aziu?
Był
jest i będzie całkowitym przeciwieństwem swojego brata bliźniaka.
Seamus to typowy wesołek, któremu ciężko spieprzyć humor. Jest
wiecznym optymistą i często ma bardzo głupie pomysły. Traktuje
życie jako zabawę i wyznaje typowo epikurejski styl bycia. Chwytaj
dzień, bo to może być twój ostatni.
Mimo
wielu traumatycznych wydarzeń, on nigdy się nie zmienił. Zdaje się
mieć przytyki, wyzwiska i wszelkie nieszczęścia w głębokim
poważaniu. Często zachowuje się jak ignorant, który wielu rzeczy
nie dostrzega, przez co inni biorą go po prostu za idiotę.
W
rzeczywistości jest aż nazbyt spostrzegawczy. Czasami sam nie wie
skąd ma tak rozległą wiedzę na temat psychologii czy manipulacji
innymi. Potrafi nieźle komuś namącić w głowie i nigdzie nie
spotkacie lepszego kłamcy. Rzadko korzysta z tego talentu,
aczkolwiek życie jest życiem. Potrafi zachować powagę. Po za tym
ma skłonności neurotyczne.
-
Żałosne.
-
Przepraszam…
Urodził
się… dawno. Była to deszczowa, pierwsza marcowa noc, kiedy Myra
Key powiła na świat trojaczki. Christophera, Savannah i Seamusa.
Już kilka lat później było wiadome komu dostały się lepsze
geny, a kto przez resztę życia pozostanie nieudacznikiem. Żył i
będzie żyć w cieniu brata bliźniaka, który nie dość, że jest
rodzinną chlubą, to jeszcze każdy go zna. A Seamus? On jest tym
idiotą ci zawsze szedł z tyłu.
W
pewnym momencie po prostu dał sobie spokój z wiecznym d o g a n i a
n i e m g o i poszedł swoją ścieżką. Co prawda po dziś dzień
Chris ratuje mu dupę, to nie jest aż tak źle! Ostatniej mafii
uciekł sam!
Od
roku jednak jest z nim coś nie tak. Niby taki sam, lecz inny.
Bardziej przybity, częściej zamyślony, a ostatnimi czasy dziwnie
silniejszy. Nie jest to jednak spowodowane konfliktem w
rodzie, a raczej faktem, że ktoś po prostu zniknął.
-
Nie.
-
Ale czemu nie?
-
Mary Jane Kelly
-
Wygrałeś…
Rok
1888. Whitechapel. Londyn. Chyba wszyscy słyszeliśmy o pięciu
nieszczęśnicach zamordowanych w tej biednej dzielnicy. Wszystkie
dosłownie rozprute, z brakami w organach. Mordercy nigdy nie
złapano, a w historii zapisał się jako Kuba Rozpruwacz. Jak
myślicie? Kim był ten pan?
-
Jakiś ty żałosny…
-
Zamknij się Jack.
-
gdy Kuba przejmuje nad nim kontrolę, oczy ma złote.
-
nienawidzi kawy.
-
i stroni od alkoholu, gdyż ma słabą głowę.
-
jest nadpobudliwy.
-
życie odda za pizzę.
-
i Enmę.
-
chciał się przefarbować kilka razy, za każdym razem wyrzucał
farbę do kosza.

Zbliżasz się na własną odpowiedzialność...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz